Hej :)
Dzisiaj mam dla Was porównanie dwóch podobnych do siebie produktów, które dość
znacząco różnią się ceną... więc zobaczymy czy warto wydać więcej, czy też nie ;)
Nasz pojedynek odbędzie się pomiędzy dwiema matowymi czerwieniami:
Lime Crime Velvetine (Red Velvet) vs Sleek MatteMe (Rioja Red)
Więcej na temat pomadki Lime Crime możecie poczytać w linku niżej...
i nie będę jej tutaj opisywać ponieważ wszystko znajdziecie właśnie w tej recenzji ;)
Pokażę Wam jednak jak Rioja Red wygląda na ustach i przypomnę też,
jak na ustach prezentuje się Red Velvet (niestety zdjęcie ma inne ułożenie i
jest inaczej oświetlone, ale mam nadzieję, że to nie będzie dla Was dużym problemem) ;)
Na pierwszy rzut oka widać różnicę w odcieniu czerwieni...
ale widać też różnicę w wykończeniu, ponieważ pomimo tego, że obie pomadki są matowe -
to Sleek wygląda na ustach bardziej sucho i mocniej podkreśla wszystkie załamania i zmarszczki.
Jeżeli chodzi o uczucie na ustach... w obu przypadkach jest bardzo podobne, czyli w trakcie
zastygania odczuwa się delikatne ściągnięcie, a następnie to uczucie znika i ja osobiście do
samego demakijażu nie odczuwam zbyt wielkiego dyskomfortu jeżeli chodzi o ściąganie skóry.
Obie pomadki po nałożeniu są płynne (zdjęcie 1), a po chwili zastygają do
kompletnego matu (zdjęcie 2)... dzieje się to mniej więcej w takim samym czasie.
.............................................................................
Na razie jak widać jest bardzo podobnie, ale przejdźmy
do konkretów... czyli do trwałości tych dwóch produktów!!!
Przygotowałam mały test wytrzymałości i zaczynamy od...
starcia pomadek z mocnym strumieniem wody ;)
Po intensywnym polewaniu swatchy wodą oraz przejechaniu po nich ręcznikiem papierowym -
na papierze znalazła się jedynie woda! Obie pomadki zostały w stanie nienaruszonym ;)
----------------
Kolej na starcie z płynem micelarnym BeBeauty, który jak na kosmetyk tego typu - radzi sobie z
różnymi pomadkami dość dobrze... ale przy produktach wodoodpornych zazwyczaj działa o wiele gorzej.
Jak widać Lime Crime nadal trzyma się dość dobrze,
natomiast przy Sleek'u już tak super nie jest...
----------------
Na koniec wybrałam oczywiście olejek, który zazwyczaj radzi
sobie doskonale z każdym jednym trwałym kosmetykiem ;)
Jak widać olejek poradził sobie z obiema pomadkami
i został po nich jedynie bardzo mało widoczny ślad...
.............................................................................
Porównując te dwa produkty do siebie... ogólnie są to pomadki bardzo podobne i brawa dla
Sleek'a, że kolejny raz udowadnia - tworząc kosmetyk, który śmiało może stanąć obok droższego :)
Natomiast jeżeli chodzi o moje osobiste odczucia, to odcień czerwieni Lime Crime jest dla
mnie niepowtarzalny, nieziemski i nie trafiłam jeszcze na inny - który by mnie tak oczarował!
Wykończenie jakie te dwa produkty dają na ustach, również kieruje mnie bardziej ku Lime Crime...
ponieważ tak jak pisałam wcześniej usta nie wyglądają tak "sucho" jak w przypadku Sleek'a.
----------------
Jeżeli chodzi o trwałość pomadek na ustach... obie nie zostawiają śladów przy nawet mocnym dociśnięciu,
obie też są całkowicie wodoodporne i nie ruszają się z miejsca przy piciu i jedzeniu rzeczy nietłustych!
Przy posiłkach tłustych w obu przypadkach zmywa się tylko środek ust więc po posiłku
spokojnie możemy dołożyć kolejną warstwę i nie zrobi nam się po tym brzydki efekt ciasta.
Natomiast jeżeli wziąć pod uwagę ogół trwałości to Lime Crime kolejny raz wygrywa, ale
Sleek nie zachowuje się na ustach wiele gorzej, więc powiedzmy, że przewaga LC jest malutka ;)
----------------
Ostatnią i chyba najważniejszą rzeczą jest CENA!
Lime Crime - 90zł / Sleek - 23,90
Obie pomadki dostępne są na bestmakeup.pl
----------------
PODSUMOWUJĄC
Jeżeli zastanawiacie się nad wyborem pomiędzy tymi dwoma produktami, to moim
zdaniem wszystko zależy od tego ile jesteście w stanie wydać na pomadkę tego typu...
Dla mnie w tym starciu zdecydowanie wygrywa RED VELVET
- i kiedy maluję usta na czerwono to sięgam praktycznie zawsze właśnie po nią!
Ale jeżeli kwota 90zł za pomadkę, jest dla Was nieosiągalna, to Sleek jest dobrym zamiennikiem, z
którego i tak będziecie zadowolone po zakupie... bo jeżeli chodzi o trwałość - bije inne na łeb i szyję ;)
.............................................................................
Nie wiem, czy to porównanie rozwiało Wasze wątpliwości,
ale mam nadzieję, że chociaż trochę ułatwi Wam wybór ;)
A.♥
Hej :)
Dawno nie było nic związanego z ustami, więc dzisiaj nadrabiam...
Zawsze zachwycam się ogromnie oglądając w sieci artystyczne makijaże ust,
dlatego też dziś postanowiłam pokombinować, właśnie z czymś takim na sobie ;)
Trafiłam też dzisiaj na przepiękny makijaż beauty - utrzymany w kolorystyce złota i czerwieni,
w którym się tak zakochałam, że nie było nawet mowy o innych kolorach w mojej głowie!
Do wykonania makijażu użyłam mojej ukochanej Lime Crime RED VELVET oraz
mieszanki złotego cienia mineralnego Era Minerals MAYA z płynem INGLOTa - Duraline.
Niżej linki do recenzji tych produktów ;)
Muszę przyznać, że coraz bardziej podoba mi się zabawa makijażem ust i na pewno będę
coraz częściej kombinować z takimi rzeczami, bo czuję, że uczę się czegoś nowego ;)
Dajcie znać jak Wam się podoba :))
miłego! A.
♥
Witajcie :)
Na FB wspominałam już, że dziś na blogu będzie trochę nietypowo ;)
Jakiś czas temu mignęło mi w sieci zdjęcie makijażu ust inspirowanych Myszką Miki...
Aktualnie mam wszystkie produkty, które idealnie pasują do tego typu eksperymentu,
więc postanowiłam dziś wyczarować właśnie coś takiego - w mojej wersji ;))
Dodatkowo przypomniałam sobie, że gdzieś w szufladzie mam fajnie pasujące uszy,
które kiedyś kupiłam na imprezę z przebierankami... więc uznałam, że będą pasować ;)
----------------
Step by Step...
Step 1 - Górną wargę malujemy czarnym żelowym eyelinerem (Maybelline)
Step 2 - Precyzyjnym pędzelkiem domalowujemy uszka :)
Step 3 - Dolną część ust pokrywamy matową czerwienią (Lime Crime RED VELVET).
Następnie całość pokrywamy odrobiną pudru transparentnego.
Step 4 - Dorysowujemy dwa charakterystyczne "guziki" -
za pomocą białego eyelinera (ZOEVA a-cappella).
----------------
Dajcie znać, jak podoba się Wam taka zabawa makijażem ;)
miłego! A.
♥
Witajcie :)
Dziś recenzja produktu na który czekałam dość długo,
ale cierpliwość się opłaciła ponieważ to o czym napiszę niżej...
to jest po prostu coś NIESAMOWITEGO!!!
Lime Crime Velvetine - w kolorze RED VELVET ♥
Czerwony kolor na ustach to temat dość trudny... przynajmniej dla mnie,
ponieważ zawsze mówię o tym, że kiedy decyduję się na tak mocno podkreślone
usta - to muszę mieć pewność że niewiele rzeczy ten kolor z ust ruszy!
Może mam jakąś małą fobię... ale dla mnie 'totalna masakra', która zazwyczaj tworzy się na ustach po
wypiciu czy zjedzeniu czegokolwiek nie wchodzi absolutnie w grę i jeżeli ma to wyglądać w ten sposób
to wolę odpuścić i pomalować usta na neutralny odcień, żeby nie tracić swoich nerwów w trakcie dnia.
Moje modły dotyczące czerwonych ust zostały wysłuchane, kiedy pierwszy raz nałożyłam na usta RED VELVET ♥
Pierwszą sprawą jest oczywiście opakowanie... CUDNE!
Kocham Lime Crime za niesamowicie oryginalny design oprawy ich kosmetyków!
W tej kwestii mam fizia! - i samo patrzenie na taką rzecz sprawia mi przyjemność ;)
Drugą sprawą jest odcień...
Najpiękniejszy odcień czerwieni jaki kiedykolwiek widziałam! ♥
Śmieję się, że po nałożeniu jej na usta czułam się prawie jak Rihanna HaHa :P...
i faktycznie coś w tym jest, ponieważ jest to tak niesamowicie elegancki, dostojny, a zarazem
seksowny odcień, że słupek naszej pewności siebie przy jego pomocy wzrasta kilkukrotnie!!!
Coś CUDOWNEGO ♥
Formuła działa na zasadzie płynnej pomadki, która po chwili staje się matowa i całkowicie zastyga...
Na ustach prezentuje się przeBOSKO i choć odcień jest dość wyzywający, to nie mam
żadnego problemu z tym, aby wychodzić w nim do ludzi... na zakupy, spacer, czy imprezę.
Już dawno nie miałam sytuacji, że czułam się tak swobodnie w podobnym kolorze,
a jak wiadomo moja skóra jest wyjątkowo jasna, więc kontrast jest dość widoczny :P
----------------
Najważniejszą kwestią dla mnie jest jednak trwałość i w tej kwestii VELVETINE spisuje się na medal!
Dopóki nie zjemy czegoś tłustego (co ją rozpuści), to nic jej nie ruszy z miejsca...
Jedyne co zauważyłam - to po kilku godzinach ciągłego gadania jedzenia i picia, może wymagać delikatnej
poprawki (u mnie zazwyczaj przy konturze ust), ale nie jest to problemem, ponieważ kiedy na górę dokładamy
kolejną warstwę - to wszystko się ładnie stapia i nie tworzy brzydkiego efektu "ciacha" ;)
PODSUMOWUJĄC
Dla mnie jest to totalny HIT i przełom jeżeli chodzi o czerwone usta!!!
Bo w sumie... po co nam piękna czerwona pomadka, w której boimy się wyjść na dłuższą chwilę
ze strachem, że po dotknięciu wszystko się rozejdzie i nie będziemy miały czasu tego poprawiać!
Dla mnie to bez sensu... może takie coś sprawdza się przy sesjach zdjęciowych...
ale raczej nie bardzo przy codziennym użytku, kiedy chcemy się czuć komfortowo ;)
----------------
Minusy???
Cena dość spora - choć dla mnie adekwatna do jakości!
Przy częstym stosowaniu ma prawo wysuszyć usta, dlatego trzeba pamiętać o pielęgnacji ;)
Więcej minusów nie widzę! :))
----------------
W Polsce firma Lime Crime dostępna jest w sklepie bestmakeup.com
Tam też znajdziecie najlepszą moim zdaniem bazę pod cienie, o której pisałam tutaj <klik> ;)
.............................................................................
Niedługo pojawi się na blogu podobny produkt, jakim jest Sleek Matte Me...
więc zobaczycie jak poradzi sobie w starciu z cudowną VELVETINE ;)
miłego! A.
♥
Witajcie :)
Dziś makijaż, którego zapowiedź pojawiła się niedawno na FB...
Główną rolę odgrywa w nim LIMONKA <3
Nigdy wcześniej nie darzyłam ogromną miłością cieni w takich kolorach...
ale ostatnio coraz częściej eksperymentuję i aktualnie już chyba
nie ma takiego odcienia, którego bym "na siebie nie włożyła" ;)
Niestety dziś bez TUTORIALU, ponieważ początkowo miał być to tylko eksperyment...
ale za to macie dużo zdjęć - bo nie umiałam się zdecydować, które dodać ;)
Użyłam:
Podkład - REVLON Colorstay (Buff)
Korektor - Collection Lasting Perfection (Fair)
Róż w kremie - Sleek BLUSH by 3 / CALIFORN.I.A - OC
Puder - Ben Nye (Fair)
Baza pod cienie - Lime Crime Eyeshadow Helper
Cienie - Glazel (matowa limonka), Sleek (Garden of Eden & Au Naturel)
Eyeliner - Maybelline Gel Liner & ZOEVA acappella cream liner
Linia wodna - Maybelline Gel Liner
Tusz do rzęs - Mary Kay Lash Love Lenghtening
Rzęsy - Ardell (#124)
Brwi - SEPHORA Eyebrow Editor
Rzęsy - Ardell (#124)
Brwi - SEPHORA Eyebrow Editor
Bronzer - theBalm BAHAMA MAMA
Usta - NYX Mega Shine Lip Gloss (La~La~)
<3
Witajcie :)
Dziś kilka słów o jednym z moich najnowszych nabytków,
jakim jest baza pod cienie firmy Lime Crime!
Muszę przyznać, że nad tym zakupem wahałam się dość długo,
ponieważ jest to kolejny produkt który nie kosztuje mało!
Ostatecznie po konsultacji z Kasią KATOSU, która pomogła mi podjąć decyzję -
kupiłam i bardzo dobrze, że to zrobiłam!... ale o tym zaraz ;>
Na początku muszę oczywiście wspomnieć o opakowaniu,
ponieważ kiedy wydaję większe pieniądze na dany kosmetyk,
to lubię jak cieszy on moje oko leżąc w toaletce...
...i ten produkt zdecydowanie mnie cieszy ;>
Przy takich kolorowych opakowaniach jest bardzo cienka granica pomiędzy kiczem...
a czymś co pomimo, że jest słodkie i pastelowe - to wygląda ładnie i elegancko!
Firma Lime Crime należy moim zdaniem do tych, które swoje oprawy produktów mają przemyślane w 100% ;>
Opakowanie, opakowaniem...
ważniejsza jednak jest zawartość tego opakowania!!!
Powiem szczerze, że po tej tubeczce spodziewałam się innej konsystencji...
i nie chodzi mi tutaj o to, że jestem zawiedziona (czy coś w tym stylu),
ale myślałam, że konsystencja będzie bardziej płynna - korektorowa!
Konsystencja bazy Lime Crime jest jednak bardziej zbita -
jak zazwyczaj to bywa z bazami zamkniętymi w słoiczkach - typu ARTDECO.
Później wyczytałam w sieci, że ta baza początkowo była w formie takiego właśnie słoiczka...
tylko firma postanowiła zmienić opakowanie na praktyczniejsze i moim zdaniem bardziej higieniczne!
Najważniejszą kwestią dotyczącą baz pod cienie, jest ich działanie!
Tutaj zgadzam się w pełni z wszystkimi obietnicami producenta!!!
-----------
Żeby najlepiej zobrazować Wam jednak działanie tej bazy, postanowiłam porównać ją
do chyba najsłynniejszej na rynku - Urban Decay Primer Potion ;>
Do tego pojedynku użyłam cienia, który wyjątkowo źle chwyta się skóry...
więc zobaczcie co się zadziało!
Jak widać... na bazie UD jest ok (bo wspominałam, że cień jest wyjątkowo mało chwytliwy),
ale na bazie Lime Crime dzieje się czysta MAGIA!!!!
Najbardziej widoczne jest to na zdjęciu, kiedy je trochę pomniejszycie bądź odejdziecie dalej od ekranu ;>
.............................................................................
PODSUMOWUJĄC
Jest to jeden z tych najlepszych wydatków kosmetycznych w mojej makijażowej historii... który powoduje,
że te piękne cienie - są jeszcze piękniejsze i co najważniejsze trwałe, nawet w trudnych warunkach!!!
Dodatkowo bardzo podoba mi się to, że jest to kosmetyk wegański i nie testowany na zwierzętach!
więc jeżeli szukacie bazy, albo wahacie się pomiędzy tą a UD (która mnie na kolana nie powaliła)
- to osobiście myślę że Lime Crime jest zdecydowanie lepszą inwestycją! ;>
-----------
KOCHAM I POLECAM!!!
<3



























































