Witajcie :)
Dziś trochę na temat kosmetyku, który trafił do mojego koszyka na Rossmann'owych promocjach...
mowa o nowości Maybelline - czyli MASTER KAJAL khol liner
Nie był to planowany zakup i kolejny raz łapię się na tym, że jeżeli kupuję coś pod wpływem chwili
- to zazwyczaj kończy się to niezłym rozczarowaniem i tak niestety się stało...
Opakowanie i sama forma produktu jest bardzo ciekawa... ale nie mam pojęcia jak
sprawdzi się kiedy zużyjemy już czubek kredki - ponieważ za bardzo nie idzie jej naostrzyć.
Cały produkt jest również na wierzchu i bardzo łatwo go złamać przy zamykaniu!
Master Kajal jest opisywany przez producenta jako mistrz linii wodnej oka... i też pod tym kątem go kupiłam. Zdecydowałam się na ładny niebieski odcień, bo często lubię urozmaicać tę okolicę właśnie o jakiś kolor ;)
Konsystencja kredki jest dość tłusta i w miarę dobrze nakłada się na linię wodną oka...
niestety jak już uda nam się coś tam nałożyć, to kolor stamtąd bardzo szybko znika!
----------------
Pigmentacja również w ogóle mnie nie powaliła, ale po zakupie wyczytałam na blogach,
że pozostałe kolory są o wiele bardziej napigmentowane od niebieskiego...
Dla mnie jest to TOTALNYM ABSURDEM, kiedy firma wypuszcza na rynek dany produkt, który
ma za zadanie spełniać funkcję do której został stworzony, a o jego jakości decyduje dany odcień...
Nie mówię tutaj tylko o tej sytuacji, ale o każdej możliwej, która tak właśnie wygląda!
Wyobraźcie sobie sytuację, że trafiłyście na produkt idealny, ale po chwili okazuje się,
że tylko kilka odcieni z palety spełnia wymogi, a reszta jest badziewna - CHORE!
----------------
Podsumowując: nawet gdybym zdecydowała się na zakup bardziej napigmentowanego odcienia
(czyli czarnego bądź zielonego), to niestety i tak postawiłabym go na pozycji straconej, bo jego formuła
nie zastyga... i dla mnie - jeżeli chodzi o linię wodną oka JEST TO ZDECYDOWANIE ZA MAŁO!
A. ♥





























